newsletter
Chcesz na bieżąco otrzymywać informacje o odbywających się projektach i nadchodzących wydarzeniach?
Prześlij nam swój adres mailowy.
brzmienia alternatywne

BARTOSZ SADULSKI
MUZYKA ŚCIANY WSCHODNIEJ
Każde dziesięciolecie zdaje się mieć własny styl muzyczny, który wyraża jego ducha oraz idee, lecz jednocześnie powstają nurty stojące w opozycji. Żeby daleko nie sięgać, wystarczy przypomnieć lata osiemdziesiąte – czas największej popularności disco, ale też wyjątkowo urodzajny okres dla muzyki alternatywnej. Wtedy debiutowały tak wpływowe zespoły jak: The Smiths, REM czy Sonic Youth. W Polsce ta dychotomia była znacznie wyraźniejsza i wynikała z sytuacji politycznej w kraju, gdzie formacje będące alternatywą dla popularnych gwiazd znajdowały się poza głównym obiegiem, a permanentnie naciskane przez cenzurę miały problem nie tylko z wydawaniem płyt, ale także z organizacją koncertów. Sytuacja, w której bunt odzwierciedlał poglądy większości młodych ludzi w Polsce, sprzyjała rozwojowi punk rocka. W latach osiemdziesiątych debiutowały najważniejsze kapele tej sceny: Dezerter, Brygada Kryzys, Armia czy Siekiera.
Dorosłość jak początek umierania
Lata dziewięćdziesiąte to czas, który wspomina się jako okres triumfu popowej estetyki. Zespoły wcześniej uznawane za alternatywne, idąc z duchem czasu, nagrywały popowe (i topowe) płyty, grały koncerty, które oszałamiały przepychem i kiczem. Przykładem mogą być występy muzyków z U2, którzy podczas słynnej trasy PopMart, promującej album POP, wychodzili na scenę z gigantycznej cytryny. Niektórzy artyści starali się łączyć nową popową estetykę z muzyką rockową, dając początek alternatywnym brzmieniom, takim jak grunge czy britpop. Polska w tym czasie była w okresie transformacji, uczyła się kapitalizmu i jednocześnie poszukiwała swojej tożsamości, nie tylko ideowej, ale też muzycznej. Muzyka, która za granicą była popularna już od kilku lat, w Polsce dopiero rozkwitała. Scenę niezależną tworzyły przede wszystkim kapele punkowe, a rodzimy grunge niemalże nie istniał. Niemalże, bo na muzycznej pustyni początku lat dziewięćdziesiątych wyrastał piękny kwiat o krzyczącej nazwie Hey. Ich debiutancka płyta Fire z 1993 roku rozeszła się w nakładzie 200 tysięcy egzemplarzy, a wokalistka Katarzyna Nosowska stała się symbolem, czy wręcz ikoną rockowego stylu. Jej inteligentne teksty w połączeniu z muzyką, której nie można było się powstydzić za granicą, zapewniły zespołowi status rockowej gwiazdy, która na polskim podwórku w połowie lat dziewięćdziesiątych nie miała sobie równych.
I gdyby nie pewien rezolutny nauczyciel wychowania fizycznego z Mysłowic, zasłuchany w brytyjskiej alternatywie, być może nigdy nie doczekalibyśmy się zespołu, który grałby alternatywną muzykę na europejskim poziomie. Artur Rojek, bo o nim mowa, założył grupę Myslovitz w 1992 roku i do dziś nieprzerwanie jest jej liderem, wokalistą i gitarzystą. Po wydaniu pierwszej płyty zatytułowanej Myslovitz (1995) zespół okrzyknięto objawieniem polskiej sceny niezależnej. Debiutancki krążek łączył popową melodyjność z psychodelicznymi balladami. Rok później ukazał się album Sun Machine, który zawierał pierwszy wielki przebój zespołu: Peggy Brown. Płyta otrzymała kilka ważnych nagród, była znacznie chętniej prezentowana w radiu i w telewizji. Dziś uznawana jest za milowy krok w dziejach zespołu, który potrafił stworzyć spójne i nowoczesne kompozycje. Dzięki czwartej płycie Miłość w czasach popkultury, wydanej w 1999 roku, zespół z alternatywnej kapeli przeistoczył się w gigantów polskiego rynku muzycznego, sprzedał 150 tysięcy płyt i wypuścił na rynek jeden z najpopularniejszych singli roku Długość dźwięku samotności. Twórczość muzyków z Myslovitz w XXI wieku pozbawiona jest już młodzieńczego buntu, który szczególnie odczuwalny był na trzech pierwszych płytach, jednak ich wkład w muzykę niezależną przełomu wieków jest niepodważalny. I choć sam Artur Rojek za protoplastów gitarowego grania uważa inny mysłowicki zespół – Generał Stilwell, to jednak popularność i muzyka Myslovitz osiągnęła szczyty list przebojów i przekroczyła granice Śląska. Na fali tej popularności wyrosły zespoły takie jak The Calom czy Penny Lane, grające gitarowy pop.
Początek XXI wieku to czas nowej rockowej rewolucji, za początek której uznaje się debiutancki album The Strokes Is This It z 2001 roku. W następnych latach nastąpił prawdziwy wysyp zespołów „Nowej Fali”, co pociągnęło za sobą rozwój i powstawanie nowych gatunków, takich jak: new prog, emo czy new rave. Młode zespoły przyznają się do inspiracji Rolling Stones, czy Joy Division, a na znaczeniu traci niedawny mainstream, czyli: Oasis, The Verve, Pulp.
Ucieczka z kliniki zdrowego człowieka
Rok 2001 był niezwykle istotny dla polskiej sceny alternatywnej – ukazały się dwa albumy określane mianem przełomowych: Dni Wiatru Ścianki, w której pierwsze skrzypce gra Maciej Cieślak, niezwykle ważna postać dla polskiej muzyki alternatywnej, i debiutanckie Studio Pustki podwarszawskiego zespołu Pustki. Obie płyty są wyrazem bezkompromisowych inspiracji i pomysłów – druga płyta Ścianki nagrana jest całkowicie na instrumentach analogowych, a Studio Pustki ma brzmienie garażowe, post rockowe, porównywane do dokonań Velvet Underground i The Stooges. Znamienne jest jak różnie potoczyły się drogi tych dwóch zespołów po wydaniu alternatywnych hymnów. Ścianka nagrywała coraz bardziej eksperymentalne płyty, nie tracąc nic ze swego brzmienia, a opus magnum zespołu Macieja Cieślaka stanowi płyta Pan Planeta, powszechnie uważana za jedną z najtrudniejszych, ale też najlepszych polskich płyt roku 2006. Ścianka jest zespołem nie tylko cenionym i nagradzanym, ale też niezwykle popularnym, o czym świadczy fakt, że nakłady ich pierwszych płyt są dawno wyczerpane, a Dni Wiatru rozeszły się w całości, czyli w liczbie 9000 płyt.
W 2001 roku ukazała się jeszcze jedna płyta, która pokazała że w kraju nad Wisłą gra się muzykę światowego formatu. Album Uwaga! Jedzie tramwaj nagrany przez alternatywną supergrupę Lenny Valentino, w skład w której weszli między innymi wspomniani wcześniej Rojek i Cieślak, ale też Jacek Lachowicz ze Ścianki i basista Mietall Waluś, który odegra jeszcze później niebagatelną rolę na polskiej scenie muzycznej. Ci czterej wyjątkowi muzycy nagrali koncept album poświęcony dzieciństwu, który uważany jest za jedno z najwspanialszych dokonań polskiej muzyki rockowej i który miał wyprzedzić epokę. Mimo iż promowany był tylko podczas kilkunastu koncertów, doczekał się wielu nagród i samych pozytywnych recenzji. Niestety przygoda z Lenny Valentino miała charakter jednorazowy, po nagraniu płyty zespół rozpadł się, a muzycy powrócili do macierzystych zespołów. Zagrali razem jeszcze tylko raz – na Off Festiwalu w Mysłowicach w roku 2006. Gitarzysta Ścianki i Lenny Valentino, Jacek Lachowicz, po odejściu z macierzystego zespołu w 2005 roku, rozpoczął solową karierę (nagrał dwie dobrze przyjęte płyty), której zdaje się przyświecać hasło „quiet is the new loud”. Mietall Waluś założył w roku 1998 zespół Negatyw, którego debiutancka płyta Paczatarez ukazała się w roku 2002, a dzięki singlowi Amsterdam zdobyła sporą popularność. Muzyka Negatywu inspirowana jest takimi zespołami jak Smashing Pumpkins czy Pixies, a charakterystyczny wokal Walusia, nie pozbawiony manieryczności, ma tyle samo zwolenników co wrogów, podobnie jak jego teksty – przez jednych uważane za prostackie, przez drugich za błyskotliwe. Nie zmienia to faktu, że Negatyw jest jednym z ważniejszych polskich zespołów, a ostatnia płyta Manchester (2005), mimo iż spóźniona w stosunku do wyspiarskiej estetyki o dekadę, jest pełnowartościowym albumem britpopowym.
Z kolei dla Pustek okres po debiucie był czasem powolnej lecz symptomatycznej ewolucji, której dowodem jest album 8 Ohm wydany w 2004 roku. Jest to płyta stylistycznie odmienna od debiutu, jednak nadal wyraża alternatywną wrażliwość zespołu. Na 8 Ohm obok kompozycji które mogłyby znaleźć się na Studio Pustki, są piosenki przebojowe, w których najważniejsza jest gitara Radka Łukasiewicza i charyzmatyczny wokal Janka Piętki. Dzięki przyjściu do zespołu poety (fotografa i basisty) Filipa Zawady, teksty piosenek stały się wielowymiarowe i metaforyczne, a przy tym bardzo melodyjne i chwytliwe. Płyta 8 Ohm jest płytą nowofalową, wpisującą się w najpopularniejsze nurty światowej muzyki. Klasyfikuje się ją jako Art Rock, choć sam zespół pisze o swoich utworach jako o Muzyce Ściany Wschodniej, powstającej między Mazowszem a Dolnym Śląskiem. Ich ostatnia płyta do mi no wynosi pop na wyżyny artystycznego brzmienia. To energetyczny album, z którego kolejne single zajmowały fale radiowe przez wiele miesięcy 2006 roku. Mimo sukcesu komercyjnego, który zaowocował między innymi występem w Gdyni podczas Heineken Open’er Festival w 2006 roku, grupa nie zapominała o swoich alternatywnych korzeniach, tworząc muzykę teatralną (odgrywaną również na żywo) i filmową (ścieżka dźwiękowa do filmu Doskonałe popołudnie i niskobudżetowych filmów Bodo Koxa). Na szczególna uwagę zasługuje też fakt, że Pustki są jednym z pierwszych polskich zespołów taperskich (grających na żywo muzykę do filmów, zwłaszcza niemych), a dzięki ścieżce dźwiękowej do radzieckiego filmu Aelita, muzycy zdobyli nowych fanów i koncertowali po całej Europie – od Francji po Ukrainę. Pustki są dowodem na to, że ambitne koncepcje artystyczne można połączyć z popularnością, pokazują, że można tworzyć melodyjną i alternatywną muzykę dla szerokiego grona odbiorców.
Rok po debiucie Pustek eksplodowało w Polsce nowe „zjawisko” o nazwie Cool Kids of Death. Ich debiut – połączenie ostrego punkowego brzmienia z krzykliwym wokalem – był wyrazem zdecydowanego buntu przeciw rzeczywistości, podobnie jak esej basisty Kuby Wandachowicza, zatytułowany „Generacja Nic”, w którym muzyk pesymistycznie przedstawił sytuację polskich dwudziestolatków. Członkowie Cool Kids of Death szybko stali się ikonami buntu i nową nadzieją polskiego rocka (punk rocka), czego nie zmieniło nawet sprzedanie piosenki do reklamy jogurtu. Szybko podbili polski rynek i wyruszyli za granicę – supportowali między innymi Lenny’ego Kravitza i Iggy’ego Popa. Grając na zagranicznych festiwalach stawali się ambasadorami polskiego ostrego grania. Trzecia płyta Cool Kids Of Death 2006 potwierdziła ich status, jednocześnie szufladkując zespół jako rodzimych przedstawicieli gatunku emo, którego muzykę upodobały sobie wymalowane nastolatki.
8 dzień tygodnia
Istnienie Cool Kids of Death jest dowodem na zróżnicowanie polskiej sceny rockowej, na której funkcjonuje obok siebie tak wiele odmiennych estetyk. To bardzo charakterystyczne zjawisko dla polskiej muzyki początku nowego stulecia. Poszukiwanie nowych stylistyk przy jednoczesnej inspiracji światowymi trendami spowodowało powolny rozwój stylistyki indie poza głównym obiegiem muzycznym. Pozorną pustkę wypełniały zespoły, które tworzyły własną, unikalną jakość. Takim zespołem jest niewątpliwie Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, który od początku swojego istnienia pisze historię niebanalną i absolutnie rockową. Zespół założyli w 2001 roku wokalista Marcin Zagański i gitarzysta Tomasz Brażewicz-Dosiółko, którzy poznali się na „odwyku”, gdzie wokalista był pacjentem, a gitarzysta pielęgniarzem. W tym samym roku zaczęli koncertować i zdobywać pierwsze nagrody, dzięki czemu zwrócili na siebie uwagę legendarnego polskiego radiowca, Piotra Kaczkowskiego. Ten umieścił ich piosenki na swoich składankach, a następnie pomógł w wydaniu pierwszej płyty. Debiutancki album ukazał się w styczniu 2005 roku nakładem Polskiego Radia i niemal od razu stał się sensacją. 8 piętro to płyta pod każdym względem niebanalna i nowoczesna, w której gitary penetrują przestrzenie do tej pory nieznane, a teksty – pełne słownych gier i niezwykłych połączeń, odkrywają psychodeliczną przestrzeń. Do tego dochodzą niezapomniane koncerty, kiedy energia całego zespołu zdaje się rozpierać charyzmatycznego wokalistę, który wije się, skacze, pada na kolana i polewa wodą, czyniąc ze swoich interpretacji oczyszczający teatr, gdzie muzyka i słowa są elementami kosmicznego spektaklu. Druga płyta Kombajnu – Lewa Strona Literki M (wyprodukowana przez Macieja Cieślaka, dobrego ducha polskiej awangardy muzycznej), tylko potwierdziła status zespołu jako gwiazd niezależnego grania – zespołu, który zdaje się wyprzedzać rzeczywistość lub też kreuje własną, gdzie najważniejsza jest muzyka i koncerty. A tych Kombajn gra bardzo wiele – zespół wystąpił między innymi na festiwalu Open’er w Gdyni. KDZKPW ma też za sobą debiut na antenie radia BBC. A wszystko dzięki Piotrowi Kaczkowskiemu, który wyemitował piosenkę Połączenia w programie poświęconym Johnowi Peelowi.
Miasto doznań
Obok Kombajnu wyrosło w Polsce kilka młodych zespołów, które nie wstydzą się swoich inspiracji. Należą do nich m.in. wrocławskie kapele: Lili Marlene i Nacht und Nebel. Po roku 2005 każde większe miasto miało kilka indie zespołów, które – jak np. poznańskie Muchy, były znane jeszcze przed płytowym debiutem. Muchy zdają się być pierwszym polskim zespołem nowofalowym. Ich muzyka to mieszanka wszystkiego, co najlepsze w rockowej rewolucji, czyli prostych i chwytliwych gitarowych riffów w stylu Franz Ferdinand oraz strumieni zimnych fal spod znaku Interpol. Grupa miała okazję grać w całym kraju, między innymi na coraz liczniej organizowanych Indie Sounds Night, które są okazją do promocji młodych zespołów. Początkującym kapelom sprzyja również dziennikarz radiowy Piotr Stelmach, który na swoich autorskich składankach postawił na zespoły przed debiutem, a dwie płyty, które w ciągu roku zapełnił gitarowymi zespołami, świadczą o olbrzymim potencjale, jaki drzemie w polskiej muzyce niezależnej. Część zespołów ma już kontrakty w kieszeni (Muchy, Lili Marlene), inne już wydały płyty (Psychocukier), a znaczna część pozostałych lada chwila powinna zaskoczyć nowymi nagraniami.
Such A Lovely
W roku 2006 najbardziej zaskoczył wszystkich zespół The Car Is On Fire. Co prawda ich debiut z 2005 zebrał sporo pozytywnych recenzji, a singiel Cranks doczekał się videoclipu emitowanego przez MTV, jednak sukces, jaki odniosła płyta Lakes & Flames przerósł oczekiwania nawet samych artystów. Muzyka bezkompromisowa, spełniająca wszelkie europejskie normy, inspirowana Modest Mouse i Blur, zagrana i zaśpiewana w angielskim stylu (i po angielsku) podbiła serca polskich miłośników indie i została uznana przez Polskie Radio za najlepszą polską płytę 2006 roku, a wisienką na torcie był entuzjastycznie przyjęty koncert w Londynie. Płyta Lakes & Flames to 23 piosenki, z których każda jest potencjalnym przebojem, a całość składa się na spójną muzyczną opowieść. W roku 2008 zespół planuje wydanie swojej trzeciej płyty, która powinna tylko umocnić jego pozycję na czele polskich zespołów indie-rockowych.
Rok 2007 przyniósł kilka interesujących i nowoczesnych płyt. Ekspresje, depresje, euforie to debiut formacji Bruno Schulz, która zgodę na używanie nazwiska słynnego pisarza jako nazwy grupy otrzymała od ostatniego żyjącego członka rodziny Schulza. Nazwa zobowiązuje, a płyta na szczęście nie rozczarowała. Dzięki zróżnicowanym kompozycjom – od szybkich, rockowych po nastrojowe ballady – zespół otwiera nowy rozdział w dziejach polskiej alternatywy. Oryginalne teksty wokalisty Karola Stolarka współgrają z muzyką, którą można określić jako nowe spojrzenie na polskiego gitarowego rocka. W muzyce Bruno Schulz słychać różne, i często odległe od siebie, inspiracje – od wczesnego U2 do gitar w stylu The Strokes.
W tym samym roku ukazała się trzecia płyta trudnego do sklasyfikowania i zaszufladkowania zespołu z Trójmiasta – Kobiety. Płyta Amnestia jest esencją tego, co zespół próbuje robić od swojego debiutu w 2000, czyli łączenia popowej stylistyki z ambitnymi, humorystycznymi tekstami, psychodelią oraz progresywnym rockiem. Ich debiut, album Kobiety, uważany był za jedno z muzycznych objawień roku 2000, wielu krytyków podkreślało niebanalne, często pomysłowo rymowane teksty połączone z nowoczesną muzyką, ogłaszano pojawienie się nad Wisłą zespołu bliskiego estetyce Stereolab, a piosenka Marcello była wielkim przebojem granym bez przerwy przez stacje radiowe. Amnestia rozwija i urozmaica tę stylistykę, dzięki czemu zespół zasługuje na miano nowoczesnej kapeli avant-popowej, która w muzyce nie boi się używać wibrafonu i marimby, a w tekstach – humorystycznej, lecz silnie metaforycznej, krytyki nowoczesności. Zespół swoje granie określa jako 3city big beat, co pokazuje tylko jak duży dystans muzycy mają zarówno do siebie, jak i swojej muzyki. Ich twórczość można nazwać popową rozrywką, lecz rozrywkę na wysokim poziomie.
Łydka
Zespołami niezwykle popularnymi w Polsce, wpisującymi się w nurt złośliwie zwany „studenckim rockiem”, są grupy grające muzykę z pogranicza rocka, ska, reggae i punka. Wśród wielu grup, które nieudolnie kopiują stylistykę popularną w latach osiemdziesiątych, znajduje się Happysad – formacja czerpiąca z takich polskich legend punk rocka jak Pidżama Porno i T.Love. Płyta Happysad Wszystko jedno została uznana przez czasopismo „Teraz Rock” za jedną z pięćdziesięciu najważniejszych polskich rockowych płyt w historii. Happysad należy do najpopularniejszych zespołów w Polsce (szczególnie wśród studentów), zapełnia nawet największe sale koncertowe, chociaż ich muzyka daleka jest od artyzmu Ścianki czy Pustek i często krytykowana za prostotę czy wręcz nieudolność. Mimo to część krytyków określa ich twórczość jako alternatywną i chwali teksty wokalisty, Kuby Kawalca. Zjawisko „rocka studenckiego” jest charakterystyczne dla polskiej sceny muzycznej, niewiele jest jednak zespołów które potrafiłyby grać muzykę jednocześnie prostą, przebojową lecz nie prostacką i tendencyjną. Takim zespołem zdaje się być właśnie Happysad – zespół, który po wydaniu trzech płyt określany jest mianem głosu pokolenia, głosu – dodajmy – inteligentnego i odcinającego się od punka.
Próba sił
Wydaje się że czołówka polskiego indie rocka jest już jasno określona, nawet jeśli same zespoły nie przywiązują uwagi do etykiet i stylistyki rockowej rewolucji. Najbliższe lata, począwszy od roku 2008, przyniosą nowe albumy gigantów, czyli Pustek, Ścianki i Kombajnu. Nie należy jednak zapominać o zespołach młodych, które – mimo braku płyty czy silnej promocji – są w stanie mocno zamieszać w bajorze zwanym „polską muzyką alternatywną”. Jednym z bardzo dobrze rokujących zespołów, o których jeszcze nie było mowy, jest zespół New York Crasnals z Krakowa, który pojawił się już na kilku składankach - między innymi na albumie poświęconym Joy Division, z utworem ceremony. Zespół konsekwentnie stylizuje się na kapelę zagraniczną, począwszy od nazwy, skończywszy na muzyce, która równie dobrze jak w Krakowie, mogłaby powstawać w londyńskim garażu i manchesterskim pubie. Zespoły takie jak New York Crasnals we współczesnej rzeczywistości mają znacznie więcej szans i okazji do pokazania się, niż kilka, czy kilkanaście lat temu. Po swojej stronie mają nie tylko dziennikarzy muzycznych (Piotr Stelmach, Anna Gacek, Angelika Kucińska), ale też Internet (który coraz częściej wyręcza w promocji radio, telewizję i czasopisma), a także „zapaleńców”, którzy organizują imprezy, koncerty czy festiwale promujące alternatywne brzmienia. Takim pasjonatem, człowiekiem-orkiestrą, jest między innymi Artur Rojek. Wokalista Myslovitz zorganizował jako dyrektor muzyczny już dwie edycje Off Festival, na których pokazały się nie tylko uznane zagraniczne firmy (Architecture In Helsinki, Bang Gang, Electrelane) ale też młode (i nie tylko) polskie zespoły. Nowym wydarzeniem na polskiej scenie koncertowo-festiwalowej jest bydgoski Low-Fi Festiwal, który po raz pierwszy odbył się w 2007 roku, gromadząc i promując młodych artystów, takich jak Popo (zespół, który brzmi jak połączenie Klaxons z The Rapture), George Dorn Screams (ze wspaniałą wokalistką Magdą Powalisz i intrygującym albumem snow lovers are dancing), czy 3moonboys (który wśród swoich inspiracji wymienia Radiohead i Mogwai). Młode zespoły mają teraz wiele możliwości, przy czym zauważalne jest przesunięcie się środka ciężkości z radia w stronę wirtualnej rzeczywistości, w której wydanie płyty nie jest najważniejszym elementem. Warto zauważyć fakt, że polskie zespoły coraz częściej spoglądają w stronę Zachodu, nie tylko w poszukiwaniu nowych brzmień. Coraz więcej zespołów śpiewa po angielsku i stylizuje się na angielskie kapele. Grozi to zatraceniem polskiego charakteru muzyki i zbytnią unifikacją z zagraniczną stylistyką. Dlatego warte podkreślenia wydaje się hasło Pustek: Muzyka Ściany Wschodniej, bo przecież podwarszawski zespół, grając jak najbardziej polską muzykę, potrafił podbić sceny we Francji i Niemczech. Kluczem do sukcesu jest oryginalność, silnie charakteryzująca polską scenę, która w swej różnorodności jest niewyczerpalnym zbiorem stylów i gatunków - i choć trudnych do klasyfikacji, to będących dla słuchaczy prawdziwym muzycznym rajem, w którym każdy może znaleźć najbardziej smakowity dla siebie owoc.
