newsletter
Chcesz na bieżąco otrzymywać informacje o odbywających się projektach i nadchodzących wydarzeniach?
Prześlij nam swój adres mailowy.
wokół jazzu
MAREK ROMAŃSKI
OD YASSU DO FORTEPIANOWYCH IMPROWIZACJI
W trudnej dla środowisk artystycznych rzeczywistości po przemianach społecznych i politycznych w roku 1989 polski jazz pozostał jednym z najciekawszych i najprężniej rozwijających się gatunków muzycznych. Nie tylko uniknął zastoju gnębiącego wiele innych dziedzin sztuki, ale nawet rozszerzył swoją „ofertę”, korzystając z otwartych granic i nieskrępowanych możliwości wymiany kulturalnej z Europą i Stanami Zjednoczonym.
Druga fala yassu
Najważniejszym nowym zjawiskiem w polskim jazzie początku lat 90. była z pewnością trójmiejska scena Yassowa. Basista, gitarzysta i wokalista Tymon Tymański wraz z zespołem Miłość dokonali swego rodzaju przełomu. Wśród jazzowego estabilishmentu złożonego z doskonale wykształconych, biegłych technicznie, ale zastygłych w nieco akademickich formach jazzmanów nagle pojawiła się grupa muzyków stawiających bardziej na radość grania, żywiołowość i nieskrępowaną ekspresję niż na wirtuozerię i wyrafinowanie formalne.
Obok Miłości zespoły takie jak: Maestro Trytony, Łoskot – kierowany przez alcistę Mikołaja Trzaskę czy Arhytmic Perfection klarnecisty Mazzolla, stworzyły alternatywne i coraz bardziej popularne wśród młodzieży środowisko. Młodzi ludzie, którzy już w latach 60. porzucili jazz na rzecz najpierw rocka, a później popu odnaleźli w tej muzyce transową energię i pewnego rodzaju symbol tożsamości pokoleniowej.
W 1995 r. na zorganizowanym przez Mazzolla I Festiwalu Nowej Muzyki Improwizowanej zadebiutowała druga fala Yassu, na której wypłynął m.in. zespół Inżynier Kaktus. Jego liderem był (zmarły niedawno) gitarzysta i basista Tomasz „Święty” Hesse – przedstawiciel starszego pokolenia tworzącego Yass. Formacja ta penetrowała rejony bliskie jazz-rocka i fusion tworząc swoją muzykę na bazie dynamicznej, rockowej sekcji rytmicznej. Również wtedy debiutował zespół Paralaksa pod wodzą trójmiejskiego basisty Wojciecha Mazolewskiego, jednego z najbardziej interesujących postaci polskiej sceny jazzowej. Niezwykle twórcza okazała się grupa Ścianka, kierowana przez gitarzystę Macieja Cieślaka. Używając rockowego instrumentarium i charakterystycznych dla tej muzyki „brudnych” brzmień, penetrowała rejony współczesnej muzyki poważnej. Podobnie jak twórczość współczesnych kompozytorów, tak i muzyka Ścianki balansowała pomiędzy kompozycją a improwizacją. Ze względu na brzmienie i sposób traktowania tradycji klasycznej porównywano ją z muzyką amerykańskiego zespołu Sonic Youth.
Choć I Festiwal Nowej Muzyki miał charakter wystąpienia pokoleniowego, obie fale Yassu przenikały się wzajemnie, muzycy nierzadko spotykali się na wspólnych jam sessions, by wkrótce utworzyć mniej lub bardziej efemeryczne formacje. Do takich „mieszanych” zespołów należał m.in. kwartet Arhytmic Memory kierowany przez Mazzolla, którego członkami byli Maciej Cieślak i Wojciech Mazolewski oraz inny muzyk Paralaksy, Adam Kamiński. Wskrzeszony przez Mikołaja Trzaskę nowy Łoskot miał już w swoim składzie Tomasza Hesse, który występował również w drugim zespole Tymona Tymańskiego – Trupy. W 1996 roku. ukazały się dwie bardzo ważne płyty: solowy „Cześć, cześć, cześć” Mikołaja Trzaski oraz pierwszy i jedyny album Tymańskiego i Trupów „Songs For Genpo”.
O ile album Tymona to zbiór bardzo inteligentnie napisanych i niekonwencjonalnie zaaranżowanych piosenek, nawiązujących nieco do ery psychodelii, o tyle domeną Trzaski była raczej nieskrępowana improwizacja.
Stopniowo zespoły wywodzące się z Yassu zaczęły rozszerzać spektrum stylistyczne swojej twórczości – Arhythmic Perfection Mazzolla nagrało płytę „Rozmowy Scatem” wraz ze znanym rockowym wokalistą Kazikiem Staszewskim. Kolejna grupa Tymona – Kury powoli sterowała w stronę ostrej satyry i quasi-kabaretowego teatru absurdu („P.O.L.O.V.I.R.U.S.”). Mikołaj Trzaska nawiązał interesującą współpracę z poetą i wokalistą zespołu Świetliki Marcinem Świetlickim („Cierpienie i wypoczynek”). Z kolei sam Mazzoll stopniowo podążał w kierunku rozszerzenia elementu improwizacji i tym samym wkraczał na terytorium określanym często jako „nowa improwizacja”.
Nowa Improwizacja
Pod koniec lat 90. Yass, jako w miarę zwarty generacyjnie i stylistycznie ruch artystyczny, właściwie przestał istnieć. Z Miłości odeszli pianista Leszek Możdżer i saksofonista Maciej Sikała, a w 2001 roku tragicznie zmarł wybitny perkusista Jacek Olter. Tym samym jedna z najważniejszych młodych grup jazzowych lat 90. zniknęła z muzycznej sceny. Rozsadzająca Yass już wcześniej opozycja pomiędzy elementem ludycznej, transowej zabawy a odważnymi eksperymentami doprowadziły do rozpadu tego ruchu.
Jedną z jej pochodnych była tzw. nowa Improwizacja – nawiązująca stylistycznie do europejskiej sceny muzyki improwizowanej reprezentowanej przez takich artrystów jak: gitarzyści Fred Frith i Derek Bailey, saksofoniści Evan Parker, Peter Brotzmann, pianista Alexander von Schlippenbach czy perkusista John Stevens. Muzycy ci wypracowali swoistą formułę totalnej improwizacji połączonej z eksploracją sonorystycznych możliwości instrumentów. W muzyce tej nie było już miejsca na afro-amerykańską tradycję jazzową, bazowała ona raczej na doświadczeniach europejskiej muzyki współczesnej.
Jednym z pierwszych zwiastunów nowego ruchu w Polsce były produkowane przez słynnego brytyjskiego perkusistę Tony’ego Oxleya nagrania zespołu Mazzolla Perplex, w którym obok lidera zagrali niemieccy muzycy: Heinrich Doc Chastca i Stefan Holker. Znajdujący się na wydanej w 1997 r. płycie „Newborn” tytułowy utwór to studium scenicznej interakcji między artystami i jednocześnie pokaz muzyki rodzącej się „tu i teraz” niemal bez początkowych założeń i określonego scenariusza.
W podobnym kierunku podążyli również Sławomir Janicki (bas) i Jacek Majewski (perkusja) – założyciele najważniejszego dla młodego, niekomercyjnego jazzu lat 90. bydgoskiego klubu Mózg, a przede wszystkim członkowie grupy Piece of Brain. Ich muzyka to przykład nieskrępowanej kreatywności i absurdalnego (muzycznego) poczucia humoru.
Ważnym wydarzeniem końca lat 90. były nagrania Diffusion Ensemble – wspólnego projektu Mazzolla i artysty-performera Roberta Knutha. Na wydanej w 1999 r. płycie „Azure Excess” zagrało wielu młodych muzyków, m.in.: młodzi muzycy: Michał Gos – perkusja, Andrzej Izdebski – gitara barytonowa czy Marek Rogulski – puzon, trąbka. I to właśnie oni w kolejnych latach będą – obok Mazzolla, Trzaski i Janickiego – siłą napędową Nowej Improwizacji. Oprócz wymienionych artystów do pokolenia NI należą również: szczeciński gitarzysta i animator życia koncertowego Robert Piotrowicz, saksofonistka, operująca również żywą elektroniką Anna Zaradny, saksofonista i klarnecista Michał Górczyński. Do najważniejszych dokonań tej sceny należą albumy: „Energa One” formacji Górczyński/Piernik, „Afferico” Rogulus x Szwelas Project/Trzaska czy utrzymana w przystępniejszym, bardziej groove’owym klimacie płyta „Curvatura Grande” zespołu Boys Band Trio (Andrzej Izdebski, Michał Górczyński i Michała Gos).
Niestety, ze względu na nikłe zainteresowanie firm nagraniowych wiele projektów polskiej sceny muzyki improwizowanej pozostało nieudokumentowanych na płytach. Przykładem mogą tu być formacje Andrzeja Izdebskiego: Laam Pass czy Sonus Acrobata.
Jazzowe pogranicza
Jak już wcześniej wspomniałem, pod koniec lat 90. z Miłości odszedł znakomity klasycznie wykształcony pianista Leszek Możdżer. Po dobrze przyjętej przez ortodoksyjnie jazzowe środowisko płycie „Talk To Jesus” (1996) nawiązał on współpracę z ambitnym saksofonistą Adamem Pierończykiem (ur. 1970 r.). Muzyka tego duetu była wypadkową nawiązujących czasem do stylu Keitha Jarretta partii fortepianu Możdżera oraz improwizacji Pierończyka – wyrastających z free jazzu, ale doskonale przenikających się z melodyjnymi frazami pianisty. W bogatej tkance dźwiękowej tworzonej przez tych wybitnych instrumentalistów nie brakowało również elementów muzyki etnicznej, podkreślanych preparacjami fortepianu i brzmieniem arabskiego instrumentu zoucra.
Po dwóch albumach „Live In Sofia” (1998) i „19-9-1999” (1999) drogi duetu rozeszły się, a Leszek Możdżer stał się jednym z najpopularniejszych i najbardziej cenionych muzyków jazzowych w naszym kraju, czego dowodem była wydana w 2004 r. płyta „Piano”. Niezwykle błyskotliwe i melodyjne kompozycje trafiły nawet do niezbyt wyrobionych muzycznie słuchaczy. Wirtuozeria, humor, a także delikatny relaksacyjny klimat zapewniły płycie ogromny sukces komercyjny. Kolejne płyty: „Piano Live” (2005) czy „At The Carnegie Hall” (2004, zapis nowojorskiego koncertu, w którym towarzyszył Możdżerowi Adam Makowicz), a także „The Time” (2005) i „Between Us And The Light” (2006) - nagrane z Larsem Danielssonem i Zoharem Fresco, ugruntowały tylko sukces Możdżera i potwierdziły jego wyjątkową pozycję na naszym rynku.
Zupełnie inną drogą podążył Adam Pierończyk. Wydany w 2001 r. krążek „Digivooco” to intrygująca mieszanina muzyki elektronicznej, etnicznej i jazzowych, dynamicznych improwizacji zarówno samego lidera, jak również znakomitego amerykańskiego saksofonisty, wyrosłego z nurtu M-Base – Gary’ego Thomasa. W tworzeniu partii instrumentów elektronicznych udział wziął polski weteran tego rodzaju muzyki – Tadeusz Sudnik. Kontynuacją stylistyki zawartej na płycie „Digivooco” był wydany w 2003 r. album „Amusos”. Szeroka i trudna do gatunkowego zakwalifikowania paleta brzmień została tu wzbogacona głosem czarnej wokalistki francuskiego pochodzenia – Miny Agossi.
O oryginalności muzyki Pierończyka stanowi przede wszystkim niezwykły kolaż stylistyczny oraz przenikanie się muzyki elektronicznej i akustycznej.
Nieco podobną drogą kroczy perkusista grający również na instrumentach elektronicznych – Jacek Kochan. Począwszy od wydanej w 2002 r. płyty „Double Life Of A Chair” konsekwentnie rozwija swoją estetykę łączenia muzyki elektronicznej z odważnymi improwizacjami, techniką serialną, a także dynamicznymi, klubowymi groove’ami. Polski artysta zaprasza do swoich sesji nagraniowych wybitnych muzyków z całego świata. Grali z nim m.in.: Palle Mikkelborg i Franz Hautzinger; gitarzyści: Dave Tronzo i Uchihashi Kazuhisa; saksofoniści: Briggan Krauss, Greg Osby i Adam Simmons, czy pianista Sławomir Jaskułka. Kolejnymi rozdziałami w nowatorskiej twórczości Kochana były albumy: „One Eyed Horse” (2005) i „Yearning” (2006). Od kilku lat muzyk utrzymuje także popularny projekt koncertowy AJEE (Acoustic Jazz in Electronic Environment), łączący muzykę elektroniczną, jazz i muzyką klubową. Twórczość tego zespołu nawiązuje do norweskiego nu jazzu, reprezentowanego przez takich muzyków jak Nils Petter Molvaer czy Bugge Wesseltoft.
W nurcie jazzu elektronicznego/klubowego, który zdobył sporą popularność wśród młodzieży, można z pewnością umieścić trójmiejski zespół Pink Freud kierowany przez basistę Wojtka Mazolewskiego. Pierwszy album grupy „Zawijasy” (2000) wyrastał jeszcze ze stylistyki yassowej, ale już kolejny „Sorry Music Polska” to połączenie dynamicznego jazz-rocka z nu-jazzowymi elektronicznymi pejzażami. Na płycie pojawiają się nawiązania do hip-hopu, scratche i nowoczesna post-produkcja. Jeszcze wyraźniej słychać te elementy na kolejnej płycie „Jazz fajny jest”, zawierającej remiksy utworów Pink Freuda dokonane przez czołowych polskich artystów z kręgu hip-hopu i muzyki elektronicznej m.in. Envee, Fisza, Emade, Michała „Bunia” Skroka, Niewinnych Czarodziejów i Miki Urbaniak.
Wojtek Mazolewski jest bardzo aktywną postacią na młodej polskiej scenie muzycznej, współtworzy różne projekty, nierzadko zupełnie od siebie różne. Z Adamem Kamińskim (instrumenty elektroniczne) wydał improwizowaną, eksperymentalna płytę „V. 2.0” jako nowa Paralaksa. Z hip-hopowymi muzykami Fiszem i Emade oraz Mikołajem Trzaską, Maciem Morettim i Buniem tworzy niejednorodny stylistycznie zespół Bassisters Orchestra, z didżejem Buniem – elektroniczno-postrockowo-hip-hopową grupę Ludzie, a z gitarzystą Bartkiem Weberem, saksofonistą Tomaszem Dudą i perkusistą Maciem Morettim – elektroniczno-prześmiewczą formację Baaba (płyta „Poope Musique”).
Bardzo ciekawie rozwija się także kariera formacji Robotobibok, która łączy nerwowe, skomplikowane rytmy wyrastające z tradycji amerykańskiego M-Base’u z analogowymi syntezatorami i jazzowymi improwizacjami. Grupa nagrała już trzy krążki: „Jogging” (2000), „Instytut Las” (2003) i „Nawyki Przyrody” (2004). W 2005 roku podczas Festiwalu Kina Niemego zespół zagrał na żywo muzykę towarzyszącą filmowi Symfonia zmysłów z 1926 roku. Muzycy uczestniczyli także w 12. edycji Warsaw Summer Jazz Days, koncertowali w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Największą międzynarodową karierę zrobił wrocławski duet didżejów Marcin Cichy-Igor Pudło, występujących pod nazwą Skalpel, który jako jedyny jak dotąd polski zespół podpisał kontrakt z prestiżową londyńską firmą Ninja Tune. Zaowocował on dwoma bardzo dobrze przyjętymi na całym świecie płytami: „Skalpel” (2004) i „Konfusion” (2005). Duet sampluje stare polskie utwory jazzowe, zarejestrowane jeszcze na winylowych płytach Poljazzu, uzyskując niezwykłe efekty, które w połączeniu z wizualizacjami sprawiają, że występy muzyków są jedną z największych atrakcji koncertowych w naszym kraju.
Sporą popularność na polskim rynku osiągnęła także formacja Alchemik, w skład której weszli: saksofonista, producent i aranżer Grzegorz Piotrowski, utalentowany młody pianista Marcin Masecki, basista Marcin Murawski i perkusista Robert Luty. Muzyka kwartetu oscyluje pomiędzy inspirowanym folklorem europejskim etno-jazzem, a przestrzennymi pejzażami muzycznymi kojarzącymi się z twórczością norweskiego saksofonisty Jana Garbarka. Pod nazwą Alchemik muzycy wydali trzy płyty: „Acoustic Jazz Sextet” (1998), „Sfera szeptów” (2001), „Dracula In Bucharest” (2004). W 2005 roku Piotrowski wydał swój autorski album „Sin”, na którym „flirtuje” z elektronicznymi brzmieniami, nu jazzem i muzyką relaksacyjną.
Młody jazz
Także główny nurt jazzu ma się w naszym kraju bardzo dobrze. Spośród muzyków młodszego i średniego pokolenia szczególnie wyróżnia się duet braci Marcina i Bartłomieja Olesiów (urodzonych w 1973 r.). Pierwszy z nich gra na kontrabasie, a drugi na perkusji. Razem tworzą jedną z najlepszych sekcji rytmicznych w Polsce. Jednak spośród wielu muzyków wyróżnia ich ogromna inwencja kompozytorska i improwizacyjna, kreatywność i żelazna konsekwencja, z jaką podążają własną drogą twórczą. W roku 1998 wraz z saksofonistą Krzysztofem Kapelem utworzyli Custom Trio. Już w następnym roku otrzymali drugą nagrodę na festiwalu Jazz Juniors. Wkrótce po tym sukcesie światło dzienne ujrzał pierwszy album tria „Mr. Nobody”. Nieco naiwne kompozycji utrzymane w duchu wczesnej twórczości Ornette’a Colemana zwiastowały jednak ogromny talent młodych muzyków. Pierwszym dojrzałym dziełem braci była wydana w r. 2000 płyta „Free Bop” nagrana z gościnnym udziałem legendarnego free-jazzowego trębacza Andrzeja Przybielskiego. Zgodnie z tytułem muzyka oscylowała pomiędzy dynamicznym bebopem a nieco odważniejszymi free-jazzowymi improwizacjami, nawiązującymi do Colemana czy Charlesa Mingusa. Kolejny krążek tria „Back Point” (2001) należy do najlepszych polskich realizacji jazzu utrzymanego w duchu free, a jednocześnie opartego na dynamicznej i zdyscyplinowanej grze sekcji.
Po wydaniu „Back Point” drogi tria się rozeszły, a bracia Olesie podjęli – udokumentowaną albumem „Gray Days” (2001) – współpracę z Adamem Pierończykiem. To nowe trio prezentowało muzykę wykraczającą poza klasycznie rozumiany idiom jazzowy, skierowaną na rozluźnienie rygorów formalnych i odważniejsze eksperymenty improwizacyjne.
Podobną drogą będą podążać konsekwentnie dalej, ale już z Mikołajem Trzaską – saksofonistą altowym, sopranowym i klarnecistą basowym („Mikro Muzik”, 2002; „Las Sketch Up”, 2003; oraz „Danziger Strassenmusik” 2004 – jako projekt autorski Trzaski).
Niezwykły w skali światowej był wydany w 2003 r. album „Contemporary Quartet” w którym obok braci Olesiów wystapili znani europejscy muzycy: Rudi Mahall – klarnet basowy i Mircea Tiberian – fortepian. Kwartet interpretował w jazzowy sposób utwory polskich kompozytorów muzyki współczesnej: Krzysztofa Pendereckiego, Stefana Kisielewskiego, Witolda Lutosławskiego, Grażyny Bacewicz i Marzeny Komsty. W efekcie powstała niezwykle interesująca i spójna płyta, będąca połączeniem muzyki współczesnej i porywającego, nowoczesnego jazzu. Aktywność braci jest imponująca. Obok solowych płyt: „Ornette On Bass” (2003) Marcina i „Free Drum Suite” (2004) Bartłomieja, muzycy współpracowali z wybitnymi światowymi jazzmanami, takim jak: Chrisem Speed, Simonem Nabatov, Theo Jörgensmann, David Murray, czy Kenny Werner.
Również solowe albumy Mikołaja Trzaski należą do najciekawszych zjawisk współczesnego polskiego jazzu. Przykładem może być znakomity album „Orangeada” (2005) nagrany z towarzyszeniem Petera Friisa Nilsena (bas) i Peetera Uuskyli (perkusja). Wyraźnie słychać tu nawiązania do pełnego energii europejskiego free jazzu kojarzonego np. z Peterem Brotzmannem.
Mówiąc o najlepszych elementach współczesnego polskiego jazzu, nie można zapomnieć o doskonałych młodych pianistach. Oprócz wspomnianego już wcześniej Leszka Możdżera i Marcina Maseckiego, warto wspomnieć Sławomira Jaskułke („Live In Gdynia Summer Jazz Days 2001”, 2002; „Sugarfree”, 2004; „Fill The Harmony Philharmonic”, 2005), a także Michała Tokaja – jednego z najsprawniejszych technicznie młodych pianistów. Jego album „Bird Alone” (2003) to przykład jazzu znakomicie zagranego w trio (Darek Oleszkiewicz – bas i Łukasz Żyta – perkusja) i sięgającego do doświadczeń Billa Evansa i Herbie’ego Hancocka. W kolejce do jazzowej sławy czekają kolejni młodzi mistrzowie fortepianu – Jan Smoczyński, czy Paweł Kaczmarczyk.
Ten krótki szkic oczywiście nie zawiera wszystkich nazwisk polskiego jazzu ostatniego dziesięciolecia. Pokazuje jednak, że ten gatunek ma się w Polsce nadal bardzo dobrze i można bez naciąganej kokieterii patrzeć z nadzieją w przyszłość.
