newsletter
Chcesz na bieżąco otrzymywać informacje o odbywających się projektach i nadchodzących wydarzeniach?
Prześlij nam swój adres mailowy.
scena folkowa
TOMASZ JANAS
NAJBARDZIEJ ODKRYWCZY JEST POWRÓT DO ŹRÓDEŁ…
Scena folkowa jest z pewnością jednym z największych fenomenów polskiego rynku muzycznego. Lecz jednocześnie fenomenem tyleż oryginalnym, co niedocenianym i niedostrzeganym – zarówno przez wielu słuchaczy, jak i przez dużą część mediów. Właśnie ów brak zainteresowania powoduje, że znaczna ilość dokonań twórców krajowego folku dociera tylko do stosunkowo wąskiego kręgu odbiorców. Dziennikarze zazwyczaj przypominają sobie o scenie folkowej dopiero wówczas, gdy dzieją się rzeczy spektakularne – kiedy do muzyki tradycyjnej odwołują się na przykład cenieni artyści rockowi. (tak jak Grzegorz Ciechowski w niezwykle ożywczym projekcie sprzed kilku lat Grzegorz z Ciechowa, czy obecnie Wojciech Waglewski z zespołem Voo Voo). Zainteresowanie pojawia się także wtedy, gdy krajowi artyści odnoszą bezsprzeczne sukcesy za granicą. Dopiero wówczas wielu dziennikarzy (a w ślad za nim czytelników-słuchaczy) dowiaduje się o folkowym fenomenie. Tak było, gdy w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych wielkie sukcesy (m.in. dzięki współpracy z legendarnym Twinkle Brothers) odnosili Trebunie Tutki, później gdy w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych oklaskiwano pomysły interpretowania tradycji klezmerskiej przez zespoły Kroke i Cracow Klezmer Band. Wreszcie gdy światowym echem odbiły się dokonania Kapeli Ze Wsi Warszawa. Tymczasem Kapela Ze Wsi Warszawa jest jednym z największych odkryć polskiej sceny muzycznej ostatnich kilku lat. Trebunie-Tutki, Orkiestra św. Mikołaja czy Joanna Słowińska wciąż poszukują i eksperymentują, a ich nowe płyty wydane w 2007 roku dowodzą wielkiej klasy. Dynamiczna muzyka Psio Crew gromadzi w wielu miastach Polski tłumy ludzi chętnych do dobrej zabawy. Dla odmiany finezyjne Lautari zachwyca sympatyków muzyki improwizowanej. To tylko przykłady na to, jak różnorodna jest dziś twórczość zespołów kojarzonych ze współczesną polską muzyką folk.
Ale polska scena folkowa posiada jednak o wiele większe bogactwo. Co istotne dziś znacząca część przedstawicieli tego środowiska odwołuje się do narodowego dziedzictwa, wchodząc w pasjonujący dialog z własną tradycją. Efekty tego bywają rozmaite, także w sensie stylistycznym, można bowiem zaobserwować niezwykle szeroki wachlarz działań: od prób wiernego naśladowania wiejskiego oryginału, poprzez własne, nowoczesne (choć na przykład w pełni akustyczne) instrumentowanie oraz wplatanie wątków z innych kultur, wreszcie łączenie ich z elementami rocka, jazzu czy nowoczesnymi elektronicznymi środkami wyrazu.
Jak się zaczęło?
Scena muzyki folk w Polsce zaczęła się rozwijać na dobre na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, by w bieżącej dekadzie przedstawić już sporo dojrzałych, ambitnych, zamkniętych projektów. Warto jednak powiedzieć kilka słów na temat „historii”. Pierwszym przedstawicielem "folkowego" sposobu myślenia (odwołującego się do muzyki źródłowej, tradycyjnej i interpretującego ją po swojemu) , symbolicznym wręcz prekursorem całego nurtu była grupa Osjan, która powstała już w latach siedemdziesiątych. Przedstawiła własny pomysł na tworzenie kompozycji przesiąkniętych tradycyjną muzyką Wschodu. Nieco później pojawił się zespół Atman, którego poszukiwania dotyczyły podobnych fascynacji. Jednym z przełomowych momentów było pojawienie się w połowie lat osiemdziesiątych Kwartetu Jorgi, którego muzyka w sensie estetycznym również bliska była ścieżce zaproponowanej prze Osjana. Zespół odkrył jednak nowe inspiracje dla następnego pokolenia muzyków i słuchaczy. Jego debiutancka płyta w połowie przesiąknięta była własnymi interpretacjami tematów szkockich, irlandzkich i angielskich. Drugą część stanowiły jednak utwory odwołujące się wprost do wschodnio- i środkowoeuropejskich tradycji: pieśni łemkowskich i kołomyjek, tańców rumuńskich czy... oberka spod Łowicza. Artystyczne dokonania zespołu należą do najważniejszych muzycznych dzieł ostatnich dwóch dekad w Polsce. Dyskografię Kwartetu Jorgi wypełniają może nie dość liczne, za to bardzo wartościowe płyty, które współtworzą folkowy kanon. A zespół do dnia dzisiejszego daje wyśmienite koncerty.
Zanim jednak kolejne pokolenia przełamały nieśmiałość czy wręcz wstyd i otworzyły się na ożywczą fascynację najbliższą tradycją, przeżyliśmy jeszcze dwie inne fale inspiracji muzyką innych kultur. Pierwszą z nich była – dość krótkotrwała, choć swego czasu bardzo znacząca – twórczość muzyków zafascynowanych muzyką andyjską. Czołowi przedstawiciele tego nurtu to zespoły Varsovia Manta i Sierra Manta. Drugi nurt, powstały na przełomie lat 80. i 90., tworzyli muzycy inspirowani tradycją celtycką (nadal w polskiej muzyce obecną). Przed laty jego głównymi reprezentantami byli: przedstawiciel bardziej ludycznej ("pubowej") konwencji – Carrantuohill oraz bardziej artystowski Open Folk.
Osobną drogą kroczyła Maria Pomianowska, jeszcze jedna niezwykle istotna postać w historii polskiego folku. Jeszcze w latach osiemdziesiątych współtworzyła zespół Raga Sangit – w otwarty sposób i niezwykle stylowo realizujący się w muzyce hinduskiej. Kilka lat później stanęła na czele Zespołu Polskiego, który w różnych personalnych konstelacjach koncertuje do dziś. Wydarzeniem była już pierwsza płyta Zespołu, która zawierała… kompozycje Fryderyka Chopina stylizowane na muzykę ludową. Później Pomianowska znakomicie połączyła swoje dwie fascynacje – polska muzyką ludową z tradycjami wschodu. Do dziś daje świetne koncerty, choć rzadko wydaje płyty.
Jednak jeszcze przed debiutem Zespołu Polskiego krajowi "folkowcy" zaczęli oswajać siebie i słuchaczy z tematami coraz "bliższymi" – geograficznie, historycznie, emocjonalnie i kulturowo. Szczególnie trzeba podkreślić rolę Orkiestry św. Mikołaja – grupy powstałej w Lublinie w 1988 roku. Stworzyli ją młodzi ludzie oczarowani klimatem Bieszczad i Beskidu Niskiego, znajdujący spełnienie w górskich wędrówkach i spontanicznym muzykowaniu, zafascynowani przy tym tradycją łemkowską. Dziś w repertuarze Orkiestry znaleźć można zarówno utwory łemkowskie czy bojkowskie, jak i tradycyjne piosenki polskie. Ich bogata dyskografia zawiera kilka znakomitych produkcji, by wymienić chociażby: "Czas do domu", "Kraina Bojnów" czy najnowszą – "Nowa Muzyka". Warto dodać, że aktywność członków zespołu nie kończy się tylko na grze w Orkiestrze. Grywali oni i nadal grywają także w innych zespołach (Się Gra, Odpust Zupełny czy Jahiar Group), organizują jeden z najważniejszych festiwali w kraju – Mikołajki Folkowe, a także wydają folkowe pismo – Gadki z Chatki.
Neo-Folkowa Warszawa
Równie istotnym środowiskiem jest krąg muzyków z Warszawy. Tam powstawały zespoły, które mogą być traktowane jako przykłady tego, co na polskiej scenie jest w ostatniej dekadzie najlepsze. Można je określić jako sztandarowe formacje polskiego neo-folku, które budują pasjonujące oblicze tego nurtu. Myślę tu o zespołach takich jak: Kapela Ze Wsi Warszawa, Village Kollektiv, Żywiołak i Swoja Drogą, a także: Maćko Korba, Yerba Mater, Stara Lipa czy Kapela Do Szymanowskiego.
W ostatnich latach symbolem sukcesu polskiego folku stała się Kapela Ze Wsi Warszawa. Grupa ta, na której czele od samego początku stoi Maciej Szajkowski, powstała w 1997 roku. Członkowie zespołu deklarowali otwarcie, że chcą uwolnić polska muzykę ludową od cepeliowskiego blichtru, od tandetnych i kiczowatych skojarzeń. Ich specjalność to znakomite, energetyczne koncerty. Posiadają przy tym rzadką umiejętność łączenia undergroundowego ducha z szacunkiem dla tradycji. Stare ludowe tematy brzmią w ich opracowaniach porywająco i nowocześnie, mimo że zespół gra na akustycznych instrumentach. Prawdziwej żywiołowości i spontaniczności mógłby im pozazdrościć niejeden rockowy wykonawca. To właśnie te cechy przyniosły Kapeli uznanie międzynarodowej prasy i liczne sukcesy. Najcenniejszym z nich było otrzymanie prestiżowej nagrody BBC3 Awards for World Music 2004 w kategorii "Newcomer". Dotychczasową drogę zespołu dokumentują znakomite płyty "Kapela Ze Wsi Warszawa (Hop Sasa)", "Wiosna Ludu" oraz "Uprooting / Wykorzenienie". Ostatnie dwa krążki trafiły do sklepów na całym świecie, niejednokrotnie promowane podczas występów na żywo – entuzjastycznie przyjętych przez fanów world music.
Blisko "spokrewniony" z Kapelą Ze Wsi Warszawa jest Village Kollektiv. Grupa ta pojawiła się na muzycznej scenie przed kilkoma laty, zapowiadana jako elektroniczna inkarnacja Kapeli. Dziś są to z całą pewnością dwie zupełnie odrębne propozycje – chociaż obie niezwykle interesujące. Łączy je też częściowo skład – troje muzyków gra w obu formacjach. Wspólne jest również nowoczesne, nieskrępowane i twórcze podejście do ludowych tematów. Neofolkowa droga Village Kollektiv polega jednak (w przeciwieństwie do Kapeli) na osiąganiu rockowej ekspresji i tanecznej dynamiki poprzez łączenie tradycyjnych instrumentów z elektroniką i niemal klubowymi rytmami (z dodatkiem wspaniałych wokali). Całość brzmi porywająco i przebojowo, a ludowe teksty, które wcześniej pojawiały się na folkowej scenie w wielu kontekstach, również i w tej formule brzmią świetnie. Propozycja Village Kollektiv jest ożywcza, a do tego bardzo udana pod względem artystycznym.
Jeszcze inną drogą kroczy kolejny ważny przedstawiciel warszawskiego środowiska – Żywiołak. Rzecz jest o tyle warta podkreślenia, że propozycja Żywiołaka to mocne gitarowe granie. I jeśli ktoś przed pojawieniem się tej grupy uważał, że rockowa formuła nie sprawdza się w folku, musiał zmienić zdanie. Żywiołak proponuje bowiem nurt, który sami twórcy bardzo trafnie określają mianem "heavy–folk" albo "bimetal". Jeden z liderów grupy – Robert Jaworski grał przed laty w Kapeli Ze Wsi Warszawa, drugi – Robert Wasilewski zasilał "celtycki" Open Folk. Muzyczny wizerunek grupy współtworzą takie elementy jak: śpiewanie na krzyku, nisko brzmiąca przesterowana gitara basowa, czy transowa lira korbowa. Słychać tu inspirację dokonaniami niektórych grup skandynawskich, przefiltrowaną jednak przez własną wrażliwość.
Warto także krótko wspomnieć o pozostałych przywołanych wcześniej zespołach. Po swojemu neo-folkową nutę gra zespół Maćko Korba, na czele którego stoi fantastyczny lirnik Maciej Cierliński. Artysta ten odnalazł prawdziwie własny ton grając na lirze korbowej. Wykorzystuje przetworniki dźwięku, osiągając dzięki temu autentycznie psychodeliczny klimat oraz niespotykaną barwę instrumentu. Wraz z partnerami z zespołu tworzy muzykę, która w swych ramach mieści się między ludowymi źródłami a swoistym minimal music, w estetyce bliską niektórym dokonaniom Steve’a Reicha. Echa dokonań amerykańskiego kompozytora, pioniera minimalizmu, usłyszeć można także w dokonaniach zespołu Kwadrofonik. To kwartet powołany do życia przez czworo młodych muzyków z akademickim wykształceniem. Wykorzystując dwa fortepiany i dwa zestawy instrumentów perkusyjnych artyści w niezwykły sposób przemycają do swej muzyki fascynację folklorem. Czasem improwizując odwołują się do ludowych tematów, kiedy indziej sięgają do sampli wplatając oryginalne nagrania w swoje "klasyczne" struktury muzyczne.
Z kolei Swoją Drogą to zespół, który ze smakiem aranżował i znakomicie wykonywał tradycyjne, ludowe utwory – odwołując się momentami do niemal kameralistycznych brzmień, a także do muzyki dawnej. Swego rodzaju kontynuacją, czy rozwinięciem wątków zapoczątkowanych przez Swoją Drogą jest muzyka formacji Weronika Grozdew i Kapela Do Szymanowskiego. Liderka grupy (znana także z Village Kollektiv) wspólnie z innymi doświadczonymi partnerami podejmuje fantastyczny dialog z twórczością Karola Szymanowskiego.
Góralszczyzna
Silnym punktem polskiego folku i neo-folku są muzycy góralscy. Największą gwiazdą jest bez wątpienia tatrzańska kapela Trebunie Tutki. Ogólnopolską popularność zdobyli dzięki międzynarodowym triumfom na początku lat dziewięćdziesiątych. To wtedy ukazała się sensacyjna płyta "Higher Heights" nagrana z legendarnym jamajskim Twinkle Brothers. Połączenie muzyki podhalańskiej i roots reggae zostało euforycznie przyjęte w całym muzycznym świecie. Trebunie nie zaprzestali eksperymentów, wciąż poszukując nowych inspiracji. Nagrywali m.in. z zespołem African Head Charge i wybitnym producentem Adrianem Sherwoodem, z polskimi jazzmanami, awangardystami, a także z chórem kameralnym. Ostatnie dokonanie to zrealizowany wspólnie z rockowym zespołem Voo Voo wybitny album "Tischner". Wybitny, bo porywająco i po swojemu łączący podhalańską tradycję z rockowym klimatem, a do tego z poetyckimi tekstami odwołującymi się do filozoficznego dorobku ks. Józefa Tischnera.
Młodą gwiazdą staje się też powoli zespół z Beskidów – Psio Crew, który sam siebie żartobliwie nazywa "elektro góralską kapelą ziomalską" i dla wielu słuchaczy spoza folkowego środowiska jest jednym z największych odkryć ostatnich miesięcy. Debiutancka płyta "Szumi jawor sound system" pokazuje prawdziwą, momentami zniewalającą siłę góralskiego muzykowania, przy okazji bezpretensjonalnie łącząc tradycję z reggae'owym dubem, elektroniką czy rapem.
Zjawiskowe propozycje (np. łączące góralszczyznę polska z węgierską) przedstawiał Joszko Broda – syn znanego artysty Józefa Brody. Najlepszym tego przykładem płyta "Posluchejcie kamaradzi" nagrana w międzynarodowym polsko – węgierskim składzie, z taką też (przekraczającą granice krajów i kultur) muzyką.
Inne ślady
Prowadzona przez Macieja Filipczuka grupa Lautari to jedna z najbardziej wizjonerskich formacji na polskiej scenie. Jej twórczość najlepiej oddaje chyba termin "etno-jazz". Zespół proponuje muzyczną podróż śladem wielu muzycznych kultur. Od muzyki rumuńskich Cyganów, wybitnie interpretowaną na pierwszej płycie, poprzez twórczość Żydów aszkenazyjskich, aż po nagrania inspirowane tradycją ormiańską. Taka właśnie muzyka wypełniła wydaną przed ponad rokiem płytę-wydarzenie "Azaran". Filipczuk współtworzy także grupę Transkapela, której skład dopełniają członkowie Sielskiej Kapeli Weselnej. Wspólnie przypominają etos wędrownych kapel klezmerskich, które na przełomie XiX i XX wieku wędrowały łukiem Karpat. Wspomnijmy wreszcie o dynamicznym, ludycznym i rozkołysanym zespole Dikanda. Grupa istniejąca już od dziesięciu lat, prowadzona przez charyzmatyczną akordeonistkę i wokalistkę Annę Witczak, przynosi pełną emocji, melodyjną muzykę.
Pisząc o kobietach folkowej sceny nie można pominąć artystki-instytucji Joanny Słowińskiej - obdarzonej niezwykłym temperamentem, wielkim głosem i nieskrępowaną muzyczną wyobraźnią. Przed dekadą wraz z mężem Janem oraz małżeństwem Alicji i Jacka Hałasów współtworzyła głośny zespół Muzykanci. Proponowali oni muzykę surową, odwołującą się do ludowego źródła, ale przy tym pełną barw i emocji. Występując już solo (wraz z towarzyszący zespołem) Joanna Słowińska prezentuje inne, choć nie mniej pasjonujące oblicze. jej muzyka wydaje się czasem bliska piosence literackiej, czasem ambitnej muzyce pop, innym razem – inteligenckiemu kabaretowi. Artystka próbuje różnych formuł scenicznych, a dzięki wrodzonej muzykalności i zaletom wokalnym osiąga zazwyczaj wspaniałe efekty.
Skoro mowa o surowej estetyce, odwołującej się bezpośrednio do ludowego wzorca, trzeba chociaż wymienić porywającą propozycję Kapeli Anny i Witolda Brodów ("Pieśni i melodie na rozmaite święta"), a także dwa zespoły: Wędrowiec – założony przez Remigiusza Mazur-Hanaja i Kołowrót – prowadzony przez Bartosza Niedźwiedzkiego.
Wśród muzyków folkowych nie brakuje także tych, którzy odwołują się do wielkiego mitu wschodniego pogranicza Polski – zaczynając od wybitnej łemkowskiej pieśniarki Julii Doszny, poprzez grupę Werchowyna, aż po wzrastającą na wschodnim pograniczu Czeremszynę. Warto pamiętać o zespole Karpatia, który (zgodnie ze swa nazwą) stylowo i oryginalnie interpretuje tradycję karpackiego łuku. Własną, bieszczadzką tradycją inspiruje się sanocka grupa Matragona, która jednak chętnie wyprawia się w muzyczne drogi – czasem inspirowana dokonaniami Kwartetu Jorgi czy Osjana. grupa Sarakina nostalgicznie, aczkolwiek porywająco, spogląda na tradycję bałkańską – szczególnie bułgarską. Zespół Alamut (dawniej Ogrody Alamut) czerpie natchnienie z sięgającej na wschód muzyki etnicznej i etno-jazzowej. W tę samą stronę kierują się muzycy formacji Yerba Mater, która przedstawia własną, bardzo oryginalną i niepokorną undergroundową wizję orientu. W okolice muzyki hinduskiej wybrał się też specjalista od muzyki flamenco Michał Czachowski. Jego fenomenalny, międzynarodowy projekt "Indialucia" – będący połączeniem dwóch wspomnianych inspiracji (muzyki z Indii i Andaluzji) to propozycja bezprecedensowa. Jest wreszcie grupa Stilo, która opierając się na brzmieniu gitary tworzy intrygujący mariaż rockowych, jazzowych i etnicznych brzmień. Przed kilkoma laty odwoływała się m.in. do tradycji tureckiej, na jej ostatniej płycie pojawiły się z kolei elementy muzyki portugalskiej.
Osobnym tematem jest muzyka żydowska i klezmerska. Nie miejsce tu może na rozwijanie tego bogatego wątku. Muszą jednak paść dwie nazwy: Kroke i Bester Quartet (dawniej Cracow Klezmer Band). To dwa zespoły, które odniosły międzynarodowe sukcesy, przynosząc uznanie, a jednocześnie natchnienie - nie tylko polskiej muzyce klezmerskiej, ale i całemu krajowemu folkowi. To właśnie oni, wraz z Trebuniami Tutkami i Kapelą Ze Wsi Warszawa przetarli innym krajowym wykonawcom szlaki na światowe salony "world music". Zespołów godnych (i głodnych) "dużego" sukcesu na szczęście nie brakuje, chociaż w powyższym tekście udało się omówić twórczość jedynie wybranych przedstawicieli polskiego folku.
